W gruncie rzeczy wiele się pod tym względem nie zmieniło do dzisiaj. Dalej buduje się malutkie mieszkanka, tyle że osobne kuchnie są już dziś rzadkością, teraz wszędzie aneksy kuchenne w salonie 😁 Natomiast dosyć ciekawe jest to, że autor praktycznie w każdym mieszkaniu uwzględnia miejsce do pracy - że naród tak na potęgę się uczy, zdobywa nowe kwalifikacje, robi kursy. Dzisiaj widzę raczej brak takiego miejsca w domu (poza biurkiem w pokoju dziecięcym), może w okresie pandemii na chwilę wrócił trend, ale generalnie wygląda na to, że nikomu biurko nie jest potrzebne. Ja sobie z kolei nie wyobrażam mieszkania bez takiego sprzętu.
Wyd. Wydawnictwo Związkowe CRZZ, Warszawa 1966, 119 stron
Z knihobudki
Przeczytałam chyba 26 marca 2025 roku
Jeszcze tak nie było, żebym nie miała siły ani głowy zanotować w kalendarzu, kiedy co przeczytałam... Ostatnie dni minęły w jakimś amoku. Wiecie, doszłam do wniosku, że święta prawda była, gdy mówiłam ciekawe, kto kogo wykończy i że stanęło na tym, iż Ojczasty wykończy mnie. Gdy już tydzień przed jego wyjazdem ciągle leżałam z bólem głowy, mówiłam sobie co prawda, że jak pojedzie, to zaraz zrobi mi się lepiej. Nie zrobiło, w końcu jak wiadomo organizm poddany długotrwałemu stresowi z łatwością podlega wszelkim choróbskom i nie potrafi się przed nimi bronić, walczyć z nimi. Więc tak, stwierdziłam: wykończył mnie i zabieram się za umieranie.
W piątek jednak miałam zryw pod hasłem nie dam się. Co jest do cholery, nie będzie tak, że ledwo przeszłam na emeryturę, to wezmę i umrę, żeby ZUS miał się lepiej!
Od zrywu (myśli) do działania jednak długa droga, bo w międzyczasie weekend. No ale grunt, że decyzja została podjęta: jutro o 6.30 (a może wcześniej na wszelki wypadek) idę pod przychodnię stanąć w kolejce po numerek do lekarza, niech mi da skierowanie na badania, we wtorek rano pójdę je wykonać i może się przynajmniej dowiem, co mi jest.
Tylko rozmyślam nad zabraniem jutro w tę kolejkę stołka spod prysznica, bo nie mam przecież siły stać tam pół godziny. W ogóle nie mam siły na nic. Nie mam siły jeść, pić. Wczoraj nagle miałam zachciankę - że zjadłabym ziemniaki 😂 Tylko czy wytrzymam, zanim się zagotują i ugotują? Wytrzymałam, zjadłam. Takie suche 😁
Nie przychodzi mi do głowy nic, co po pierwsze miałabym siłę sobie ugotować, a po drugie ochotę zjeść. Ale gdyby ktoś przyniósł mi kotlecika mielonego z ziemniaczkami i buraczkami to och, jeszcze jak bym zjadła. Ja chyba naprawdę nadaję się do szpitala już.
Zadzwoniłam rano do brata, żeby był świadomy, że w najbliższym czasie wszystko się może wydarzyć (łącznie z tym, że nie pojedzie na swój kolejny zagraniczny wyjazd 12-go), ale głównie po to, żeby ugotował i przywiózł w środę razem z Ojczastym zupę dla niego na chociaż dwa dni 😉